|
|
|
POWIATOWY RZECZNIK KONSUMENTÓW RADZI... |
|
Gruszki na wierzbie, czyli o kredycie argentyńskim
Recepta wydaje się prosta:
wystarczy otworzyć gazetę, a tam aż roi się od ogłoszeń typu: ”kredyty
gotówkowe do 100 tysięcy zł bez poręczycieli i zaświadczeń o dochodach”,
„pożyczki gotówkowe bez poręczycieli - spłata rozłożona na 120 rat”,
„samochody na dogodne raty bez odsetek” itp. Ogłoszenia takie
charakteryzują się wspólną cechą - nie zawierają zazwyczaj nazwy
kredytodawcy. Jeżeli już taka nazwa się pojawia – sugeruje pewność i
zaufanie, a dodatkowo zawiera tajemniczy dopisek: sp. z o.o.. Osoby, które
zdecydują się na podjęcie starań o kredyt u takiego kredytodawcy,
otrzymają wyczerpujące i satysfakcjonujące ich odpowiedzi na wszystkie
zadawane pytania. Dowiedzą się, że po wpłaceniu opłaty manipulacyjnej w wysokości przeciętnie 5 procent wnioskowanego kredytu, otrzymają
upragnioną gotówkę najdalej w tydzień-góra dwa tygodnie od podpisania
umowy. Otrzymają od obsługującej ich miłej pani lub sympatycznego pana
zapewnienie, że kredytodawca nie działa na bazie systemu konsorcyjnego(zwanego także argentyńskim). Poza tym nie muszą zazwyczaj
nawet czytać umowy (zawsze kilkustronicowej i spisanej bardzo drobnym
drukiem), gdyż obsługująca ich osoba przecież już i tak wszystko
wyjaśniła, a w umowie z pewnością nic innego się nie doczytają. Zresztą po
jej podpisaniu będzie przecież wiele czasu na dokładne przestudiowanie
tego dokumentu w domowym zaciszu. Wiele osób uznaje przejawy tak daleko
posuniętej troski o klienta za dobrą monetę i podpisuje umowę wpłacając
jednocześnie opłatę wstępną wynoszącą nierzadko kilka tysięcy złotych. Problemy
konsumenta, szczęśliwego z zawarcia tak (pozornie) korzystnej dla siebie
umowy zaczynają się nieco później - jakieś dwa tygodnie, może miesiąc po
jej podpisaniu. Okazuje się, że zamiast przelewu gotówki na swoje konto
otrzymuje on przesyłkę zawierającą plik wydrukowanych już przekazów
bankowych wraz z harmonogramem spłaty kredytu, którego jeszcze nie
otrzymał oraz informację, że najbliższe losowanie (licytacja)
przyznawanych przez firmę kredytów odbędzie się za kilka dni w
Białymstoku, Szczecinie albo w Bielsku-Białej. Nie uczestniczenie w takiej
licytacji – polegającej na zaoferowaniu przez kredytobiorcę jak
najszybszej spłaty nie otrzymanego jeszcze kredytu, skutkuje odsunięciem
szansy na realizację zawartej umowy w nie określoną przyszłość. Zresztą,
jeżeli nawet konsument podejmie udział w losowaniu i „wygra
je”, nie jest to jednoznaczne z realizacją zawartej umowy. Takie sytuacje zdarzają się bardzo często. Mirażowi „łatwych pieniędzy” ulegają różni ludzie, niezależnie od wieku i statusu społecznego. Funkcjonowanie w naszej rzeczywistości firm komercyjnych działających w opisany wyżej sposób, zwany „argentyńskim” lub też „konsorcyjnym”, jest kilkadziesiąt. Trudno podać ich liczbę, gdyż stale powstają nowe, a już istniejące zmieniają swoje nazwy, by ukryć swój rzeczywisty cel działania i uciec przed wierzycielami. Tylko w okresie 2003 roku do Powiatowego Rzecznika Konsumentów w Kluczborku zgłosiło się 20 osób poszkodowanych w wyniku zawarcia umów z firmami „argentyńskimi”.
Postępowania prowadzone przez rzecznika w takich sprawach trwają bardzo
długo, nierzadko latami. Najczęściej kończą się procesem sądowym, który
wydłuża postępowanie, ponieważ pozwane firmy unikają rozpraw powodując ich
odraczanie, uzupełniają zgromadzony materiał dowodowy o nie istotne dla
sprawy dokumenty, a po wyroku zasądzającym zwrot konsumentom należnych im
kwot - apelują od wyroków. Intensywne przeciwdziałania wobec takich
praktyk na rynku finansowym prowadzi Urząd Ochrony Konkurencji i
Konsumentów. Z raportu opublikowanego na internetowych stronach tego
urzędu (adres: uokik.gov.pl) wynika, że skontrolowano do końca 2003 r. aż
45 firm działających w tym systemie na terenie Polski (lista tych firm:
poniżej). Wobec niektórych podjęte zostały decyzje o zakazie stosowania
niedozwolonych praktyk handlowych, wobec innych postępowania są nadal
prowadzone. Należy mieć jednak świadomość, że nawet najbardziej energiczne
i skuteczne działania administracji nie uchronią przed kłopotami
konsumentów poszukujących nadzwyczajnych korzyści i „super” ofert na
komercyjnym rynku finansowym. Warto się więc dwa razy zastanowić, albo
zapytać prawnika - zanim podpiszemy nadzwyczajnie atrakcyjna umowę z
partnerem oferującym nam „złote góry”.
16.03.2004 r. |
|
2007 © Starostwo Powiatowe w Kluczborku |