strona główna

Studniówkowych wspomnień czar


Bale maturalne sprzed kilkudziesięciu lat i te współczesne, choć dzieli wiele, łączy poczucie, że jest to najważniejszy bal w życiu - pisze w "Kulisach Powiatu" (3.02.2011) w artykule o studniówkach sprzed lat Milena Zatylna. Autorka prezentuje zdjęcia i wspomnienia studniówkowe m.in. Piotra Pośpiecha, Mieczysława Czaplińskiego, Adama Radoma, Mariusza Kaczmarskiego, Janusza Kuliberdy.
 

Prawdziwym specjalistą od studniówek jest Mariusz Kaczmarski, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących im. Adama Mickiewicza w Kluczborku. Oprócz swojej studniówki, był gościem na kilkudziesięciu innych, najpierw jako "szeregowy" nauczyciel, a następnie dyrektor.

- Nigdy nie podliczałem, w ilu studniówkach uczestniczyłem, ale będzie ich około siedemdziesiąt – mówi Kaczmarski. – Ten wynik czyni mnie studniówkowym weteranem.

Gdyby jeszcze te bale przemnożyć przez liczbę przetańczonych na parkiecie godzin, polonezów i walczyków, może i znalazłyby się podstawy, by nazwisko kluczborskiego belfra zgłosić do Księgi Rekordów Guinnessa.
- Mimo takiego dorobku, nadal na każdą studniówkę idę z niekłamaną przyjemnością – opowiada dyrektor. – Każda ma swoją niezwykłą atmosferę.

Czy to w szkolnej auli, w dyskotece, strażackiej remizie, a nawet nieistniejącym już Barze Danusia, który wcale do wykwintnych lokali nie należał, aura studniówki się nie gubi.

- Choć bywają takie lata w historii, że wszyscy maturzyści bawią się razem, zwykle tych studniówek odbywa się kilka – wyjaśnia nauczyciel. – Wówczas trzeba dobrze czytać zaproszenie. Jeden z anglistów niegdyś pracujących w ogólniaku dopiero po kilku godzinach zorientował się, że przyszedł na studniówkę, na którą nie był zaproszony. Po prostu pomylił termin, ale został do końca i bawił się przednio.


Oczywiście najlepiej dyrektor liceum pamięta swój bal u progu dojrzałości, na którym partnerowała mu koleżanka z klasy – wówczas szkolna miłość, a obecnie żona Teresa. Odbył się on w stanie wojennym w styczniu 1982 roku.
- W ogóle chcieliśmy zrezygnować z organizacji studniówki w tak smutnym czasie – mówi Kaczmarski. – Stwierdziliśmy, że skoro zabawa ma się skończyć przed godziną milicyjną, czyli przed dwudziestą drugą, to nie warto.
Maturzystów przekonała jedna z nauczycielek, zmotywowała słowami, by nie dali się stłamsić reżimowi.
- Na godzinę milicyjną też znaleźliśmy sposób – wspomina dyrektor. – Rozpoczynaliśmy bal o godzinie czternastej.
W tym czasie w soboty uczniowie chodzili do szkoły, w ogólniaku kończyła się właśnie siódma lekcja, młodzież z młodszych klas szła do domu, a pod aulą ustawiał się szpaler maturzystów do poloneza.
- Najważniejszy studniówkowy taniec tańczyli wszyscy – opowiada nauczyciel. – Uczniowie sami przygotowywali choreografię. Teraz tańczą wybrańcy, których przygotowuje przez wiele tygodni profesjonalista.

Ale to nie jedyne zmiany. Do lamusa odszedł też zwyczaj wynajmowania taksówek, które przywoziły profesorów na studniówki.
- Byli oni zabierani spod domów, a następnie odwożeni po zakończonej imprezie – wspomina Kaczmarski. – Ponieważ w tym czasie w Kluczborku nie było zbyt dużo taksówek, musiały one zrobić kilka kursów.


Kluczborski wicestarosta Mieczysław Czapliński to również absolwent kluczborskiego ogólniaka z 1974 roku.
- Wychowawczyni zapowiedziała, że nie życzy sobie na studniówce nikogo z zewnątrz – wspomina. – Każdemu przydzieliła do pary szkolną koleżankę lub kolegę. Nikt się nie buntował – co pewnie dziś jest nie do pomyślenia. Ale stwierdziliśmy, że jeden wieczór przeżyjemy.
Na parkiecie królowały Czerwone Gitary, Skaldowie, ale dzięki nagraniom z magnetofonów kasetowych maturzyści mieli okazję bawić się przy piosenkach Led Zeppelin czy Deep Purple.
Studniówkę jako ogromne przedsięwzięcie organizacyjne w czasach kryzysu, pustych sklepowych półek i chronicznego niedostatku wspomina Adam Radom, sekretarz powiatu i radny miejski w Byczynie, który ukończył Technikum Mechaniczne w Kluczborku w 1981 roku.
- Uczniowie i rodzice wszystko musieli zorganizować sami – mówi. – Było to nie lada wyzwanie.
Bal studniówkowy poprzedziło… klasowe świniobicie.
- To było wielkie wydarzenie – mówi Radom. – Tak pamiętne jak sama studniówka.
Maturzyści kupili świnię u rodziców klasowego kolegi – nota bene Bogusława Adaszyńskiego, obecnie wiceburmistrza Wołczyna.
- Mieliśmy swojskie wyroby, mięso i wędliny, dzięki czemu mogliśmy zaopatrzyć bufet – wyjaśnia urzędnik.
Studniówka odbywała się w Kluczborku w Domu Działkowca przy ulicy Dworcowej.
- Wystrojem sali również zajmowaliśmy się sami – opowiada. – Pomieszczenie było stylizowane na góralską chatę. Ściany przykryliśmy zwykłym szarym papierem, którego zdobycie w tamtym czasie graniczyło z cudem. Ale uważam, że dekoracja była niczego sobie.
Stoliki i krzesła uczniowie musieli przynieść ze szkoły – na piechotę, brodząc po kolana w śniegu.
- Wyczynem było też kupienie ubrania na studniówkę – tłumaczy Radom. – Garnitur kupiłem w Opolu, ale na kamizelkę nie dostałem już materiału. Do tego obowiązkowa biała koszula i wielka czarna mucha.
Przy studniówce pracowali wszyscy rodzice maturzystów – każdy miał przydzielone zadanie. Jedni pomagali kucharce w kuchni, inni pilnowali drzwi i rewidowali balowiczów, by nie wnieśli na salę alkoholu.
- Ta zapora była nie do przejścia – przyznaje pan Adam.
Studniówka trwała do białego rana, a po niej…
- Wróciłem do domu do Polanowic zwykłym kursowym autobusem PKS–u – mówi sekretarz.
 

Starosta Piotr Pośpiech w 1989 roku kończył Technikum Ekonomiczne.
- Studniówka była w auli i w jej organizacje byłem bardzo zaangażowany – opowiada. – Maluchem ojca woziłem catering ze szkolnych warsztatów, występowałem w programie, w drugiej parze tańczyłem poloneza razem z wychowawczynią Małgorzatą Niegowską. Wszędzie mnie było pełno.
Ale starosta przyznaje, że z balem studniówkowym wiąże się też wspomnienie niespełnionej miłości.
- Dziewczyna, w której się wówczas kochałem, przyszła na studniówkę z partnerem, który okazał się jej chłopakiem – relacjonuje Pośpiech. – Kiedy okazało się, że jest o kilka lat starszy, ma własną firmę, a w dodatku przyjechał - wprawdzie dość wyeksploatowanym, ale zachodnim autem, byłem bardzo zawiedzony.
Mimo to studniówka się udała, na parkiecie królował polski rock, a z trunków – wino Sangria, pite w ukryciu… w szkolnej harcówce.

 
Monika Kluf, była dziennikarka NTO, a obecnie rzeczniczka prasowa powiatu, balowała na studniówce w ogólniaku w 1986 r. Była odpowiedzialna za przygotowanie programu artystycznego wspólnie z klasowym kolegą Rafałem Piekoszewskim, obecnie producentem telewizyjnym odpowiedzialnym m.in. za program "Szymon Majewski show".
- Tak się w to zadanie zaangażowałam, że o mały włos poszłabym na bal bez partnera – opowiada Kluf. – W ostatniej chwili zaprosiłam kolegę, ale nie sprawdziłam, czy potrafi tańczyć. To był mój błąd.
Studniówkowy program i dekoracja były przygotowane w konwencji kabaretu pod wpływem inspiracji filmem "Lata dwudzieste, lata trzydzieste". Były podświetlane schody, woale i pióra, a nawet zaproszenia w kształcie cylindrów.
- Oprawę plastyczną opracowała nasza koleżanka klasowa Małgosia Więcek, która była perfekcjonistką i ani na jotę nie chciała odstąpić od swojej wizji – wyjaśnia rzeczniczka. – Aby obniżyć sufit w szkolnej auli nie pozwoliła użyć siatki maskującej. Wykupiliśmy gazy w całym mieście, farbowaliśmy je w domach w garnkach, a następnie fastrygowaliśmy już w auli stojąc na kilkumetrowych drabinach z rękami mdlejącymi z przepracowania.
Choć występ poprzedzony był niezliczonymi próbami, nie obyło się bez wpadek i gagów, ale na szczęście nikt oprócz maturzystów się nie zorientował w spontanicznych zmianach scenariusza.
- A nasze studniówkowe zdjęcie było nawet pokazywane w telewizji właśnie u Szymona Majewskiego – dodaje Kluf.
Ile osób, tyle studniówkowych wspomnień i jedno przekonanie – że własny bal był najlepszy.
 

Milena ZATYLNA
Zdjęcia archiwa prywatne


 

Zobacz zdjęcia ze studniówek bohaterów artykułu i nie tylko

 

 

Archiwum wydarzeń:

2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011

2007 © Starostwo Powiatowe w Kluczborku